To co się wydarza jest właściwe i powinno uzyskać wsparcie. Określone zdarzenie wygląda na złe lub na niekorzystne* tylko wówczas, gdy nie rozumiemy dostatecznie kontekstu danego zjawiska czy zdarzenia.(Joe Goodbread w Dreambody Toolkit)

*wyjatkiem sa naduzycia!

Nie da się wieść przyjemnego życia jeśli nie żyje się mądrze, dobrze i sprawiedliwie i nie da się żyć mądrze i dobrze i sprawiedliwie, nie żyjąc przyjemnie. (Epikur)

wtorek, 19 marca 2013

W gruncie rzeczy nie ma w ogóle tak zwanych chorób organicznych. Istnieją tylko tak zwane choroby psychiczne (…)        :)

Thomas Bernhard

 

niedziela, 17 marca 2013

sobota, 16 marca 2013

Bliskosc duchowa

Partnerstwo jest poszukiwaniem intymności; odkrywaniem się przed ukochaną osobą i jednoczesnym poznawaniem samego siebie. Jest możliwością rozwoju, jednością i wspólnym przeżywaniem życia, wszystkich jego aspektów. Bliskość duchowa daje możliwość pełnego przeżywania życia seksualnego, podsycającego namiętność i wzmacniającego związek między partnerami. Warto pracować nad wiarą w swoją własną wartość, która pomoże poradzić sobie z lękami. Wróci to do nas jako możliwość głębokiego przeżywania bliskości z partnerem i wspólnego szczęśliwego życia, pełnego pasji i fascynacji ukochaną osobą…

/Marshall Hodge, „Twój lęk przed miłością”/

czwartek, 14 marca 2013

"(...) muszę znaleźć sposób na lepszy kontakt z głębią mojej psychiki, wewnętrzną zasadę osobistego rozwoju. Tak blisko Boga wewnątrz; uczenie się rozumienia i podążanie za tym jest tym samym, co słuchanie i posłuszeństwo wobec woli Boga. Dotrzeć do wnętrza i wejść w kontakt z najgłębszą, najprawdziwszą częścią siebie... poznawać ją, pielęgnować, pozwolić by dojrzała... naładowac ją siłą... rozwinąć wolę tak, by podążała do wewnątrz... rozwinąć umiejętność sprawdzenia jej prawdy i wiarę i odwagę by za nią podążać, nawet jeżeli sprzeciwia się to racjonalnemu umysłowi, naszej uzgodnionej rzeczywistości. "

Treya z "Smiertelnych niesmiertelnych" Ken Wilber

Co jest prawdziwe?

"Nie wierzcie w jakiekolwiek przekazy tylko dlatego, że przez długi czas obowiązywały w wielu krajach. Nie wierzcie w coś tylko z tego powodu, że ktoś inny to powiedział, że popiera to swym autorytetem jakiś mędrzec albo kapłan, lub że jest to napisane w jakimś świętym piśmie. Nie wierzcie w coś tylko dlatego, że brzmi prawdopodobnie. Nie wierzcie w wizje lub wyobrażenia, które uważacie za zesłane przez Boga. Miejcie zaufanie do tego, co uznaliście za prawdziwe po długim sprawdzaniu, do tego, co przynosi powodzenie wam i innym."

Budda

wtorek, 12 marca 2013

Subtelna przemoc

Kiedy rodzic mówi do dziecka “niedobry chłopiec” albo “niedobra dziewczynka”, oznacza to, że nie podoba mu się to, co robi dziecko. Ale przekaz jest inny i wskazuje, że to dziecko jest “niedobre”. Słysząc to, dziecko odbiera go dosłownie. Mówi mu się, że nie jest warte miłości, a ono łatwo przyswaja tę wiadomość.
Niewykluczone, że o wiele większa od plagi bezpośredniej przemocy fizycznej jest subtelna przemoc psychologiczna (!!!), popełniana przez rodziców, nauczycieli i innych dorosłych nieświadomych, jak wielki wpływ ich działania i słowa mają na samoocenę dziecka
 
/Jon Kabat-Zin/

 

poniedziałek, 11 marca 2013

Dac glos emocjom

(…) musimy dać głos emocjom i przyzwolić, by żyły własnym życiem. Kontrolowanie ich daje złudzenie normalności, ale za jaką cenę i na jak długo?
 
 
/Hope Edelman, “Córki, które zostały bez matki”/


Uwolnienie od depresji nie oznacza nieustającej wesołości, lecz (…) wolność spontanicznego doświadczania pojawiających się uczuć.
/Alice Miller, “Dramat udanego dziecka”/

piątek, 8 marca 2013

Gdzies na szczycie gory...




blekitne niebo


(...) teraz lezysz na plecach,
spogladasz w blekitne niebo
serce dotyka serca..
nie ma szczescia nie ma pecha
nikt sie nie zlosci nikt nie docieka...
polaczeni w jedna calosc na samym szczycie gory
mekka...

czwartek, 7 marca 2013

Wyobraźmy sobie, że ktoś podświadomie czuje, że jest bezwartościowy, niegodny miłości, że nie jest osobą, która może trwale inspirować czyjeś zaangażowanie. Jednocześnie pragnie i szuka miłości, z nadzieją, że ją znajdzie. Przypuśćmy, że ta osoba jest mężczyzną. Znajduje kobietę, na której mu zależy, jej też zależy na nim, są szczęśliwi, zafascynowani, stymuluje ich wzajemna obecność - i przez jakiś czas wydaje się, że marzenie się spełni. Ale w głębi jego psychiki tyka bomba zegarowa - przekonanie, ze jest on z gruntu niegodny miłości.
Ten ładunek prowokuje go do zniszczenia związku. Może to zrobić na niezliczone sposoby. Może bez końca domagać się potwierdzenia, stać się nadmiernie zaborczy i zazdrosny, postępować okrutnie, aby sprawdzić, jak bardzo kobieta jest mu oddana. Może wyrażać się o sobie lekceważąco i czekać, aż ona zaprzeczy; powtarzać w kółko, ze on na nią nie zasługuje; mówić, ze kobietom nie należy ufać, że są niestałe. Może wynajdować setki powodów, aby ją krytykować i odtrącać, zanim ona odtrąci jego; próbować kontrolować i manipulować nią, wpędzając w poczucie winy, mając nadzieję, że w ten sposób zwiąże ją ze sobą. Albo: milczeć, zamykać się w sobie, odgradzać się barierami, których ona nie może przeniknąć. Po jakimś czasie ona ma tego dość, jest wyczerpana, wykończona. Opuszcza go. On czuje się osamotniony, przygnębiony, załamany, zdruzgotany. To jest cudowne. Okazało się, że miał rację. Świat jest taki, jaki zawsze wiedział, że jest. “Piszą piosenki o miłości, ale nie dla mnie”. Jaka to satysfakcja wiedzieć, że przejrzało się naturę rzeczywistości!
Przypuśćmy teraz, że mimo największych wysiłków, nie potrafi jej do siebie zniechęcić. Ona w niego wierzy, dostrzega jego potencjał. A może ma skłonności masochistyczne, które wymagają, by związała się z takim mężczyzną. Trzyma się go, nie przestaje dodawać mu otuchy. Jej zaangażowanie rośnie, bez względu na wszystko. Ona po prostu nie rozumie natury świata takiej, jaką on postrzega. Nie pojmuje, że “nikt nie może go kochać”. Nie przestając kochać, stanowi dla nie go problem: zaburza jego wizję rzeczywistości. Potrzebne mu rozwiązanie. Musi znaleźć wyjście. I znajduje. Decyduje, że się odkochał. Albo wmawia sobie, że ona go nudzi, albo że teraz zakochał się w kimś innym, albo że miłość go nie interesuje. Nieważne, co wybiera, ostatecznie osiąga ten sam efekt: w końcu jest samotny - zawsze “wiedział”, że tak będzie.
Teraz znów może marzyć, że znajdzie miłość - może szukać nowej kobiety, żeby móc odgrywać dramat od początku.
Oczywiście to nieistotne, czy jego związek kończy się definitywnie. rzeczywiste rozstanie nie jest konieczne. Może pozwolić, by związek trwał, pod warunkiem, że oboje, on i partnerka, będą nieszczęśliwi.(!!!) Na taki kompromis się zgodzi. To równie dobre, jak bycie samotnym i porzuconym - prawie.

/Nathaniel Branden, “Psychologia romantycznej miłości"/

środa, 6 marca 2013

Obraz siebie determinuje przeznaczenie

Nie zrozumiemy tragedii większości związków, jeżeli nie uświadomimy sobie, że przeważająca większość osób cierpi z powodu jakiegoś niedoboru samooceny. To znaczy: w głębi swojej psychiki nie są w pełni z siebie zadowoleni: nie czują, że są godni miłości tacy, jakimi są: że to naturalne, zeby inni ich kochali. Taka postawa niekoniecznie musi być świadoma. Na poziomie świadomości mogą mówić: “Oczywiście, że spodziewam się być kochany. Jasne, że zasługuję na miłość, dlaczego nie?” Jednak głębsze, negatywne uczucia niweczą wysiłki w dążeniu do osiągnięcia spełnienia.
W szkołach uczy się nas, że charakter determinuje działanie. Parafrazując to stwierdzenie, powiedziałbym, że obraz siebie determinuje przeznaczenie. Albo, bardziej powściągliwie i z większą precyzją, że istnieje silna tendencja, aby obraz siebie wpływał na przeznaczenie.
Jeżeli, na przykład, wierzymy we własne siły, mamy zaufanie do swoich zdolności i kompetencji, będziemy otwarci na doświadczenia, motywowani do rozumienia. Nie będzie nas paraliżować lęk wynikający z własnej niepewności. Wtedy nasze rosnące poczucie kompetencji wzmocni wiarę w siebie. Z drugiej strony, jeżeli doświadczamy głębokiego zwątpienia w swoją sprawczość, jeżeli brak nam wiary we własne zdolności poznawcze, jeżeli nie ufamy swoim osądom, niepewność skłoni nas do zachowań, które przyniosą frustrację i porażkę. Te zachowania i ich rezultaty niejako usprawiedliwiają brak wiary w siebie, jaki mieliśmy od początku.

 
 Nathaniel Branden, “Psychologia romantycznej miłości”

 1. Jak rozumiesz obraz siebie i samoocene ?
2. Jak rozumiesz przeznaczenie, jak ono dziala w Twoim zyciu?
3. Czy zauwazasz zwiazek miedzy 1 a 2 ?

 

wtorek, 5 marca 2013

I wonder...

Spośród wielu czynników istotnych dla powodzenia romantycznej miłości, żaden nie jest ważniejszy od samooceny. Przede wszystkim musimy kochać siebie samego. Dopiero wtedy wykazujemy gotowość na inne związki miłosne.
Stereotypem stało się stwierdzenie, że jeśli nie kochamy siebie, nie potrafimy kochać nikogo innego. To prawda, ale tylko jako część większej całości. Jeżeli nie kochamy siebie, raczej nie uwierzymy, że jesteśmy kochani przez drugą osobę. Niemal na pewno nie zaakceptujemy, nie przyjmiemy miłości. Bez względu na to, co nasz partner robi, aby pokazać, że mu na nas zależy, jego oddanie wcale nas nie przekonuje, ponieważ sami nie czujemy się godni miłości.

/Nathaniel Branden, “Psychologia romantycznej miłości”/

 

sobota, 2 marca 2013

„Może się zdarzyć, że urodziłaś się bez skrzydeł, ale najważniejsze, żebyś nie przeszkadzała im wyrosnąć”.

Cocco Chanel

piątek, 1 marca 2013

Tylko dla kobiet

Każdy człowiek ma obszar samotności. W związkach i poza nimi. Na szczęście, bo gdyby tak nie było, to w związku tracilibyśmy poczucie tożsamości.(…) samotność jest potrzebna.”
Energia seksualna solo jest związana bezpośrednio z radością życia. Warto sobie samej sprawiać przyjemność. (..) to ma przełożenie na wszystko – czy chce mi się pójść do fryzjera, ładnie pachnieć, zjeść coś dobrego i doznawać przyjemności cielesnej. Zachęcam do jakichkolwiek ćwiczeń z ciałem, do fantazjowania.(..) nia mając kontaktu ze sobą, trudno nawiązać kontakt z drugim człowiekiem – ta zasada w seksie jak najbardziej obowiązuje. (..)

“Wyjdzie, że jestem obrończynią kochanek i kochanków, bo rzeczywiście bywam. Kobiet upadłych również. U podstaw zakochania często leży zmęczenie pustym związkiem i umiłowanie wolności. Ktoś nagle wyzwala w nas energię seksualną i chęć do życia. Nic dziwnego że chcemy ten stan zachować.(..)Dlatego tak ważne jest, byśmy wchodzili w związki juz jako ludzie wolni wewnętrznie, świadomi swojej seksualności. Jeśli nie uzależniamy tego stanu od czyjejś adoracji, przy dobrej woli obu stron możemy wnosić tę energię do związku. Jeśli tego nie potrafimy zrobić, jesteśmy uzależnieni od przypadku i bardziej podatni na zdrady. I w ten sposób wracamy do wartości samotności, bo trzon własnej seksualności zawsze odkrywamy w samotności.”

/ z dr Alicją Długołęcką rozmawia Paulina Reiter, “Samotność z mężczyzną i bez”, Wysokie Obcasy Extra nr 6, grudzień 2011

wtorek, 26 lutego 2013

Robie tak:

"(...)Świadomość jednak powinna istnieć teraz, zawsze istnieje teraz. Kiedy zdamy sobie sprawę, że mała rzecz tworzy wielką idąc po ciastko do kuchni(co możemy uznać za nagrodę) sięgniemy po filiżankę, włączymy czajnik, poczujemy zapach kawy lub herbaty, wsłuchamy się w szum wody z kranu, szum czajnika, położymy łyżeczkę na spodku od filiżanki, otworzymy lodówkę wyjmiemy ciastko. Potem usiądziemy wygodnie w ulubionym fotelu, aromat kawy lub herbaty wypełni całe otoczenie, po czym zagłębimy łyżeczkę w boskiej szarlotce, poczujemy chłód łyżeczki na podniebieniu i słodycz ciastka.
Gdy pewnych rzeczy dokonujemy spontanicznie w jakiś dziwny sposób zaczynają się układać same, zupełnie nie wiemy dlaczego tak się dzieje? Gdy uwolnimy umysł od problemu przestając o nim myśleć pozbawiamy go siły rażenia.
Jak przejść z tym do porządku dziennego, skoro stał się częścią nas? Właśnie musimy sobie uświadomić, że to nieprawda, żaden problem nas nie dotyczy dopóki nie nadamy mu znaczenia. Nawet jeśli to jest choroba, która nas spotkała postępuje i rozwija się szybciej kiedy damy jej siłę naszej uwagi. Nie sposób nie myśleć o niej, gdy na przykład urwie nam nogi, ale zdrowie nadchodzi tylko wtedy, gdy jesteśmy obecni, staramy się żyć jak gdyby nic się nie stało. Sporo ludzi umiera po przejściu na emeryturę, ponieważ wyszli z rytmu, który im towarzyszył przez długie lata. Przerwanie go dla wielu oznacza koniec pewnej drogi, a nie przejście z jednego stanu w drugi. Pogoda załamuje się, chmury wirują wywołując burzę, by po chwili zmienić się w słoneczny dzień, wiejący wiatr gdzieś się podział, zawieruszył. Kiedyś to już przytoczyłem. Bądź błękitem nieba obserwującym zmiany. Możesz mieć wrażenie, że każę Ci być obojętnym, ale to nieprawda. Chcę żebyś był wolny i czysty, bezczasowo spontaniczny. Przyjmujący i wrażliwy, delikatny, subtelny. Burza to emocje, ziemia i błękit na niebie w zupełności je akceptują, wiedzą, że są częścią ich istnienia, tak już po prostu jest. Sięgają do głębi bezczasowości widząc, że nie muszą robić wszystkiego za wszelką cenę, skupiają się na byciu tym, czym są. Ty też tak możesz zrobić."
Inspiracja


Akceptacja

Jest to proces przeżywania żałoby w którym współczujący inny pomaga pacjentowi stawić czoła bolesnym realiom, które poprzednio były traktowane jako dowód jego osobistych deficytów. Przez pierwszy okres terapii pacjent na ogół przyswaja sobie fakt, że jego problemy nie są jego winą. Następnie (…) pacjenci zaczynają stopniowo godzić się z tym, że nawet jeśli nie są winni swoich kłopotów, to nikt oprócz nich nie może nic z tym zrobić. To stopniowe oswajanie się z bolesną rzeczywistością wymaga porzucenia wszelkich fantazji o tym, że jakiś wszechmocny dobry obiekt (być może terapeuta) wszystko naprawi, i pogodzenia się z ich stratą. Przypomina to proces, który w optymalnym rozwoju wszyscy przechodzimy, godząc się z niesprawiedliwością życia i ucząc się polegania na własnych działaniach w rozwiązywaniu tych nieuniknionych problemów.
 
 
 Martha Stark

czwartek, 7 lutego 2013

Takie proste a takie trudne

Ludzie, którzy nie kochają siebie, mają niewielką zdolność doświadczania miłości innych. Człowiek pozbawiony szacunku dla siebie nie potrafi szanować innych; niepewny siebie lub wątpiący w siebie spostrzega innych jako zagrażających i wrogich.

 
 Nathaniel Branden, “Psychologia romantycznej miłości”
 

niedziela, 3 lutego 2013

Moja First Mom

Jaka jest?
-ciepla, wyraza sie poprawnym jezykiem, mowi zawsze spokojnie, nie uzywa wulgaryzmow:)
umie ogarnac dom, szanuje kazdego stwora i akceptuje, nikomu nie odmawia wizyty w domu, przez to dom jest pelen zycia...

Jak widzi moje zycie?
-akceptuje, ze jestem odrebna od niej i moge prowadzic zupelnie inne zycie a nawet popelniac bledy, wie dobrze, ze bez takich doswiadczen sie nie wzrasta, moge jednak zawsze wpasc do domu, w razie jakby zle mi sie zrobilo na swiecie i zaczerpnac jej spokoju i pogody ducha, w domu, w ktorym wszystko toczy sie spokojnym rytmem wschodow i zachodow slonca oraz por roku:))